Pan Robert od czterech lat szczycił się najlepszymi wynikami sprzedaży w firmie. Był młodym, charyzmatycznym przedstawicielem handlowym, roztaczającym wokół siebie aurę, która zapewniała mu powodzenie, z jakim klientem by się nie spotkał.
Pracował długo, wytrwale, z nastawieniem tylko i wyłącznie na sukces. Poza przydzielonymi punktami w rejonie objeżdżał również lokalizacje, z którymi inni sprzedawcy z jakichś przyczyn nie mogli sobie poradzić.

Lipiec był bardzo ciężkim miesiącem w firmie. Znaczna część pracowników wykorzystywała urlop wypoczynkowy, w związku z tym pozostali mieli ręce pełne roboty. Dla pana Roberta był to czas, kiedy w końcu mógł w pełni rozwinąć skrzydła. Czuł się jak ryba w wodzie mogąc pracować na podwójnych obrotach. Przez myśl nie przeszło mu nawet, że coś może zakłócić jego dobrą passę.
Gdy w jeden z ostatnich wieczorów miesiąca wracał do domu zmęczony i rozkojarzony, na drogę wybiegł duży zwierz. Pan Robert gwałtownie skręcił w prawo, a ponieważ jechał z dużą prędkością, zatrzymał się na stojącym przy drodze drzewie. Jak relacjonował potem, wszystko działo się tak szybko i pod wpływem takich emocji, że nie jest w stanie odtworzyć krok po kroku całego zdarzenia.

Pomoc medyczna i funkcjonariusze policji zostali zawiadomieni przez przejeżdżającego obok miejsca wypadku kierowcę. Pan Robert został przewieziony do szpitala przytomny, choć miał trudności z poruszaniem się.

Od wypadku minęło pół roku. Choć pod okiem neurologa i rehabilitanta pan Robert powrócił już do względnej sprawności fizycznej, nadal boryka się z ogromnym bólem psychicznym i panicznym lękiem przed wejściem za kierownicę. Okres rekonwalescencji musiał spędzić na zwolnieniu lekarskim, odseparowany od firmy i jej spraw.
Mimo zapewnień kierownictwa, że jego miejsce czeka na niego bezpieczne, on sam nie jest pewien, czy będzie mógł kontynuować pracę w takiej formie. Jak sam twierdzi, często ogarnia go wszechobecny smutek, towarzyszą mu również inne skrajne emocje, których sam nie potrafi zrozumieć m.in. gniew czy lęk.